• Wpisów:3
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 20:00
  • Licznik odwiedzin:1 421 / 2068 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Następnego dnia w szkole myślałam tylko o tym żeby zobaczyć Dylana. Czemu? Przecież byłam na niego wściekła! Kiedy szłam pod klasę biologiczną, minęłam go na korytarzu. Spojrzałam na niego wyczekująco a on tylko popatrzał na mnie przelotnie i odszedł ze swoimi koleżkami. Odwróciłam się w tamtą stronę, ale nie zawołałam za nim.
Właśnie tak było przez cały dzień. Myślałam, że umrę z bólu. Za jakie grzechy? Czy to co wczoraj się wydarzyło to był tylko mój głupi sen czy też chora wyobraźnia?
- Opowiadaj! – Lola zaskomlała kiedy wpadałam na nią na stołówce. Starałam się ją przez cały dzień omijać. Nic nie odpowiedziałam tylko spuściłam ze smutkiem oczy.
- Och…niech zgadnę – wczoraj zawrócił ci w głowie a dziś udaje, że cię nie zna? – to zadziałało na mnie niczym porażenie piorunem. Czyli to nie był sen?
- Śledziłaś nas? – nie chciało mi się w to wierzyć ale wolałam zapytać…
- Nie! Oczywiście, że nie! Tylko, że on…Dylan znaczy się…robi tak z większością lasek.
- Co? To znaczy z kim? – nagle nabrałam szczerej chęci do rozmowy z nią.
- No nie słyszałaś? Dziewczyno to Dallas! Tutaj wszyscy wszystko wiedzą. On przeprowadził się tu 2 miesiące temu. Od tamtego czasu to legenda wśród dziewczyn. Do naszej szkoły przyszedł od tego roku. On z łatwością zaspokaja wszystkie laski. W jeden dzień Lonnie a w następny Anna. Nie mów mi, że nie zauważyłaś jakie z niego ciacho. Nawet jak ja go widzę to robi mi się gorąco. – spojrzała na mnie troskliwie. Odechciało mi się wszystkiego. Czyli byłam tylko kolejną zwykłą laską, którą chciał się pobawić. Nie przypuszczałabym, że taki z niego cham. W ogóle co to było z tym autem zeszłej nocy?! Nie dawało mi to spokoju. Czy taką przejażdżkę też funduje każdej dziewczynie żeby podnieść jej adrenalinę a potem jeszcze ta gadka, że chciał śmierci…i czy każda po tym wszystkim go policzkuje? Czy on to uznaje za prostą formę zerwania ? Teraz dopiero przejrzałam na oczy – zwykły, arogancki cham!
- Muszę do łazienki – wybełkotałam i uciekłam. A tam spędziłam całą matematykę. Nienawidzę go...
***
Następnego dnia moje nienawiść była jeszcze większa. Postanowiłam go ignorować. Gdy mijał mnie na korytarzu nie zerknęłam w jego stronę ani razu. Tylko wtedy kiedy, szłam z Lolą spojrzałam na niego kontem oka. Biło od niego zaciekawienie, ból i jednocześnie irytacja. Sprawiło mi to satysfakcję. Przynajmniej w jednej setnej cierpi tak jak ja. Odwróciłam się w stronę przyjaciółki z uśmiechem i zaczęłam mówić o nieistotnych sprawach oraz udawać szczęśliwą. Na 7 lekcji udałam się w kierunku łazienki aby poprawić makijaż. Kiedy już miałam tam wchodzić, coś wciągnęło mnie od męskiej ubikacji. Dylan oparł mnie o ścianę. W ostrym świetle łazienkowych lamp, zobaczyłam go w pełnej okazałości. Był bez wątpienia najprzystojniejszym facetem jaki kiedykolwiek chodził po ziemi. Intensywnie niebieskie oczy, wystające kości policzkowe, zdrowa opalenizna i zaczesana na bok, lekko zmierzwiona grzywka, sprawiały, że nie jeden model przy nim wysiadał. Serce zabiło mi szybciej kiedy pochylił się nade mną.
- Co jest? – zapytał rzeczowo.
- Co, co jest?
- Dziś nie zaszczyciłaś mnie swoim spojrzeniem ani razu. – wytknął mi. Poczułam nagły przypływ irytacji. Prychnęłam.
- A powinnam?
- Zrobiłem coś nie tak?
-Och, obawiam się, że dobrze wiesz. – uniósł jedną brew nic nie odpowiadając. Odeszłam spod ściany i oddaliłam się od niego.
- Właściwie to czemu w ogóle zawracasz sobie głowę rozmową ze mną? – jego spojrzenie było jeszcze bardziej zdziwione. – Przecież następne dziewczyny czekają do ciebie w kolejce. Pewnie nie mogą się doczekać kiedy przewieziesz je z chorą szybkością swoim porsche.
- Następne dziewczyny?
- Daj sobie spokój. Lola mi powiedziała co z ciebie za palant. Jakbyś mógł, chodziłbyś z 10 dziewczynami na raz. – nie było mi łatwo rzucać oszczerstwami do tak pięknej twarzy. Ale w końcu on się nie wahał kiedy bawił się mną jak lalką.
- Julia, ja byłem tylko dla tych dziewczyn miły. One koloryzują.
- Jasne.- prychnęłam i zaczęłam iść w kierunku wyjścia. Zagrodził mi drogę. Popatrzyłam na niego wściekle.
- O co ci chodzi? – powtórzył pytanie z naciskiem na każde słowo.
- Nie mam zamiaru zadawać się z kimś, kto bawi się mną jak lalką.
- Uważasz, że się tobą bawię? – odpowiedziałam milczeniem. – Rozumiem. Tylko nie wiem jak ci wytłumaczyć w jak ogromnym błędzie jesteś.
- Nie trudź się. Przecież jestem tylko nic nie znaczącą laską. – chwycił mnie za ramiona.
- Błagam, nie mów tak. – jęknął i zamknął oczy. Może on faktycznie mów prawdę? A co jeśli mu zależy?
- Pozwól mi wyjść – wyszeptałam. Kompletnie nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć… Wypuścił mnie i usunął się w cień. Wybiegłam z płaczem.
***
Następnego dnia nie było go w szkole. Ani potem. Ani przez resztę tygodnia. Nie widziałam do też niegdzie przez kolejny tydzień. Zaczęłam się martwić

Nie mogłam tak dłużej trwać w niepewności. Musiałam coś z tym zrobić.
- Lol? – zaświtał mi w głowie pewien pomysł
- Tak? – Dziewczyna oderwała się znad swojej kanapki.
- A te dziewczyny Dylana…czy one chodzę do niego do domu?
- Tak. Ale każda tam była tylko raz czy dwa razy. Potem chwalą się, że wiedzą gdzie mieszka największe ciacho ze szkoły. – pokręciła głową z dezaprobatą.
- A ty wiesz?
- Skąd. Ale chciałabym…
- I mówisz, że Lonnie się z nim zadawała?
- Tak…a co ci tak zależy. Zamierzasz go odzyskać? – łypnęła na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Skąd!
- Widzę, że nic więcej mi nie zdradzisz. Okej, pogadamy jak już skończysz tą całą maskaradę.
- Dzięki! – pocałowałam ją w policzek i pobiegłam pod klasę, gdzie za chwilę miała zacząć lekcje Lonnie. Muszę się dowiedzieć o co chodzi. Nikt normalny nie opuszcza naszej szkoły na 2 tygodnie - miałby problemy.
- Lonnie! – zawołałam gdy w końcu pojawiła się w zasięgu wzroku. Dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona. Pierwszy raz się do niej odezwałam od niepamiętnych czasów.
- Tak?
- Czy możesz mi powiedzieć gdzie mieszka Dylan? Wiesz ten…
- Tak wiem o kogo chodzi. – przerwała mi w połowie zdania. Zazgrzytała zębami. – A co? Chcesz go podglądać jak inne dziewczyny?
- Co?! Nie! Oczywiście, że nie! – nie mieściło mi się w głowie, że jego ‘’fanki’’ posuwają się aż do takich czynów. – Zgubił ostatnio swoją ładowarkę do telefonu i chciałabym ją zanieść do jego domu..pewnie jej potrzebuje a w szkole go nie ma… - na poczekaniu wymyśliłam prozaiczne kłamstwo. Miałam tylko nadzieję że nie będę musiała się więcej tłumaczyć.
- Tiaaa… Jeśli tak to ci powiem: Rosnowa 15B. – byłam pewna, że mi nie uwierzyła. Ale najwyraźniej chciała mieć już spokój. Byłam jej za to wdzięczna.
- Dzięki! – zawołałam na odchodnym i już mnie nie było.
***
Ulica Rosnowa była miejscem gdzie mieszkały same snoby. Już na sam początek źle to wróżyło. Kiedy odnalazłam dom 15B, nie chciałam wierzyć własnym oczom. Stałam przed najokazalszą willą, ze wszystkich domów tutaj położonych. Zapukałam w ogromne drzwi. Otworzyła je piękna kobieta o niebieskich oczach, prawie takich jak Dylana i brązowych włosach, długich do pasa. Jej smukła sylwetka i nienaganne ubranie, bez wątpienia świadczyło, że to ona jest właścicielką willi.
- Dzień dobry – przywitałam się zawstydzona. Kobieta wyglądała na niewiele starszą ode mnie.
- Dzień dobry – uśmiechnęła się promiennie. Była bardzo piękna. Niczym bogini. – W czymś mogę pomóc?
- Ja…ja jestem koleżanką Dylana. Julia. Chciałam z nim porozmawiać. Czy zastałam go może w domu? – oczywiście, że nie chciałam z nim rozmawiać. Ale nie mogłam przecież powiedzieć ‘’ chce sprawdzić czy Dylan nie zapadł się pod ziemię a tak poza tym to myślę o nim cały czas i cholernie tęsknię za jego niebieskimi oczami.
- Nie niestety, Dylana nie ma w domu. Jestem jego matką. Może wejdziesz? – Matką Dylana? Ta piękna, MŁODA kobieta jest matką Dylana?!
- Tak chętnie – Wcale nie chciałam tam iść. Kobieta przepuściła mnie w drzwiach i zaprosiła do bogato wystrojonego salonu. Usiadłam na kanapie.
- Lubisz może kokosowe ciastka i kawę?
- Och tak. – co ja mówiłam?! Zachowywałam się zupełnie nie tak jak chciałam się zachowywać.
- To poczekaj tutaj. Zaraz przyniosę. – po czym zniknęła w obszernej kuchni. Za sekundę przyniosła wszystko co ustaliła. Usiadła obok mnie i wręczyła opakowanie z ciastkami. – Mogłabyś je otworzyć? Ja mam nakremowane ręce…
- Oczywiście. – zaczęłam mozolnie rozdzierać folę. Była dość ostra. Poczułam ukłucie w palcu, pewnie się zadrasnęłam.
- Nie wiem gdzie Dylan może być…zazwyczaj jest w domu. Myślę, że chyba ma jakiś okres dojrzewania i zniknął na kilka dni. To rozsądny chłopak więc się o niego nie martwię. – uśmiechnęła się słodko. Matka nie wie gdzie jej dziecko przepadło na kilka dni? Wydawało się to dziwne. – O Boże! Czy to krew!? – Kobieta pobielała. Spojrzałam na swój palec i zobaczyłam małą czerwoną plamkę.
- Och to nic takiego. Zdaję się że skaleczyłam się otwierając ciastka.
- Rany…- to było jeszcze dziwniejsze. Ona mówiła jak nastolatka. Chwilę potem już jej przy mnie nie było. – Nie ruszaj się! I o nic nie wycieraj krwi. Nie ruszaj tym palcem! – jedna maluteńka kropelka krwi i takie zamieszanie? To jakiś dom wariatów. Zaczęła grzebać w torebce. Wypadł jej dowód osobisty, schyliłam się aby go podnieść. Nagle moje oczy zrobiły się jeszcze większe. Na dowodzie widniał napis: Samanda Hanagan lat 19. Co to miało do cholery znaczyć?! Matka ma 19 lat a jej syn 18?! Szybko chwyciła trzymany przez mnie dowód i wyciągnęła z torebki plaster. Podała mi go, ale nie pomogła w zaklejaniu. Trzymała się ode mnie jak najdalej. O co w tym wszystkim chodzi? Ma jakąś fobię czy co?
- Nie trzeba było…-wyjąkałam
- Myślę, że powinnaś już iść – przerwała mi ostro i prawie wypchnęła z domu. – Dowidzenia. – rzuciła na odchodnym .
Coś było cholernie nie tak….
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Urok licealnych ognisk zapoznawczych. Jeśli jesteś w pierwszej klasie liceum, musisz się zapoznać ze starszą o rok od ciebie klasą. A jeśli opuścisz coś takiego, masz przekichane u nauczycieli pod względem nauki. Tak więc siedziałam na długiej drewnianej ławce i czekałam aż wszyscy wokół zrobią to samo, po czym się ‘’zapoznamy’’ i szczęśliwie wrócimy do swoich domów.
Niewiele osób jeszcze stało. Kilku zakapturzonych wyrostków rozmawiało pod drzewem i to przez nich nie mogliśmy jeszcze zacząć. Już wiedziałam, że ich nie polubię. Kiedy nauczyciel przywołał grupkę do porządku, usiedli wszyscy oprócz jednego. Wkurzyłam się- nie lubiłam ludzi którzy myśleli, że są lepsi od innych a ten najwyraźniej miał o sobie takie mniemanie.
- Dylanie, czy mógłbyś z łaski swojej do nas dołączyć? – spytał pan od wf-u. Znałam nauczycieli dobrze, tak samo jak całą szkołę- jest połączona z moim gimnazjum.
- Ależ oczywiście – odpowiedział złośliwie zakapturzony chłopak. Odwrócił się powoli i wtedy ujrzałam go po raz pierwszy. Intensywnie niebieskie oczy przebiegły wzrokiem od niechcenia po całym zgromadzonym tłumie, aż w końcu zatrzymały się na mnie. Spojrzał spod słodko zmierzwionej czupryny, a ja w żaden sposób nie mogła odwrócić wzroku. Nie mogłam. Nie chciałam… Coś, jakaś siła mnie do niego przyciągała. Przeszedł wolnym krokiem do najbliższej ławki i wcisnął się w miejsce, które znajdowało się dokładnie naprzeciw mnie. Cały czas intensywnie nawiązywał kontakt wzrokowy. Bezczelny.
- To co zaczynamy? – odezwał się nauczyciel – Będziemy się przedstawiać po kolei, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Proszę: Daniela zacznij. – moja rówieśniczka zaczęła coś bełkotać ale nawet nie starałam się jej zrozumieć. Nie odrywałam oczu od domniemanego Dylana. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji i odwrócić się jak spłoszony zwierzak.
- Julia, wszystko ok.? – Lola szturchała mnie lekko. Była moją najlepszą przyjaciółką ale w tym momencie nie chciałam, żeby cokolwiek mówiła.
- Mhm…- moja odpowiedź była bardzo dwuznaczna. Jakiś głosik w mojej głowie podpowiadał mi, że takie gapienie się na kogoś to wstyd i głupota, ale szybko go uciszyłam. Na szczęśnie Lola w mig pojęła o co chodzi.
- Och…o cholera…dobra pogadamy później farciaro…chyba… - farciaro? Chyba? Nie wiedziałam o co chodzi ale postanowiłam dać sobie spokój.
- Dylanie, twoja kolej – zasygnalizował pan Stiff kiedy chłopak nie zamierzał się ruszyć. Wstał nonszalancko, nadal nie odrywając ode mnie wzroku.
- Nazywam się Dylan, mam 18 lat , moje hobby to muzyka. – po czym usiadł. Dalej trwało to chyba godzinę. Zdecydowanie więcej niż zaplanowali nauczyciele.
- Kochani, przykro nam ale jest już za późno aby kontynuować ognisko. Chyba będziemy musieli dokończyć następnym razem. Rozejdźcie się teraz spokojnie do domów a spotkamy się w poniedziałek. Do widzenia! – całe szczęście kolej na przedstawiania się do mnie nie doszła. Później wszystko potoczyło się mechanicznie. Ludzie udali się pod swoje motory lub auta a Dylan został wciągnięty w swoją bandę. Później go nie zobaczyłam.
- Mmm to opowiadaj – usłyszałam od Loli, której ciekawość aż tryskała z oczu.
- Ech, jestem zmęczona. Możemy porozmawiać jutro? – nie kłamałam. Byłam zmęczona. Ale musiałam przyznać, że chciałam się wymigać od odpowiedzi. Zrobiła obrażoną minę.
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Okej, przełożymy to na jutro. Ale pamiętaj, nie będzie odwrotu. – dodała z złośliwym uśmieszkiem, po czym pocałowała mnie w policzek i już jej nie było. Ech…co za mały kochany chochlik.
Będę się musiała telepać tym cholernym autobusem. W dodatku o 20 wieczorem. Mijając budynek szkoły w drodze na przystanek zaczęłam odtwarzać wygląd Dylana. Wtedy na ognisku, nie widziałam go zbyt dobrze. Pół twarzy miał ukrytą w mroku – ale zamierzałam w szkole zbadać go dokładniej.
Nagle coś chwyciło mnie za rękę i mocno pociągnęło w mroczny kąt ścian liceum. Serce zaczęło mi bić szalonym tempem. Stanęły mi przed oczami wizje rodem z horroru. Ale w ułamku sekundy dostrzegłam to niebieskie spojrzenie. Dylan przycisnął mnie do jednej ścian i zaczął namiętnie całować. Nawet nie wiem czemu odwzajemniłam jego pocałunek, a potem następny…i następny…i następny. Odwzajemniłam serie namiętnych pocałunków. Skończyło się na tym, że ja stałam z jedną ręką wplecioną w jego lśniące włosy a drugą głaszcząc go po idealnej twarzy, a on pochylał się oplatając ciasno ręce wokół moich bioder.
- Wiesz, to nie fair, ty się nie przedstawiłaś – wyszeptał uwodzicielsko kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- Nazywam się Julia, mam 17 lat, moje hobby to sztuka. – powiedziałam słodko tę samą formułkę co on. Jego proste, białe zęby zalśniły w złośliwym uśmieszku.
- Zależy co rozumiesz przez słowo sztuka. – powiedział przesuwając nosem po mojej szyi. Wtuliłam twarz w jego włosy.
- Malowanie. – Tylko ruchy pędzlem dawały mi spokój o jakim marzyłam. – Gdy maluję, mój umysł się wyłącza, a ja mam w głowie tylko linie, które kreśli pędzel. Wtedy nie muszę Myślec o przykrych sprawach. – rozwinęłam wypowiedź. Jeszcze nigdy nikomu się z tego nie zwierzałam. Nawet Loli. Poczułam się dziwnie.
- Interesujące. – powiedział, ponownie mnie całując. Był w tym taki dobry. Czułam się lepiej niż przy malowaniu! Czułam się wyśmienicie!
- A ty? Jak masz z muzyką? – zagadnęłam, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- Tworzę, śpiewam, gram. – odpowiedział rzeczowo. Trochę się zasmuciłam, że nie rozwinął tego tak jak ja. – Kiedyś opowiem ci więcej. Obiecuję.
- Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać. – postraszyłam go.
- Dlaczego twierdzisz, że jej nie dotrzymam? – oburzył się sztucznie.
- Kiedyś ci opowiem – powtórzyłam go. W jego oczach zalśniły iskierki buntu. Zazgrzytał zębami a potem uśmiechając się, pokręcił głową i na nowo do mnie przywarł. Tym razem całowaliśmy się dłużej. O wiele dłużej. Nagle sobie o czymś przypomniałam i oderwałam się od niego błyskawicznie.
- Rany! Uciekł mi autobus. – kompletnie o tym zapomniałam!
- Nie panikuj mała. Podwieźć cię? – nie rozróżniłam czy była to prośba czy pytanie.
- Hmm no chyba to nic nie zaszkodzi…
- Jasne, że nie. Chodź. – Pocałował mnie jeszcze raz, po czym wziął spontanicznie za rękę i poprowadził. Miałam wrażenie, że to się nie dzieje naprawdę.
Kiedy przystanął przy luksusowym porsche, myślałam, że albo ja śnię, albo z nim było coś nie tak.
- To? – spytałam otępiała i wskazałam palcem srebrne cudo.
- Mam bogatych starych – pewnie przyzwyczaił się do takich pytań. Po czym wyjął kluczyki, które faktycznie pasowały do auta. Wsiadłam jak najostrożniej.
- Marcowa 14 – poinstruowałam go. Zrobił wielkie oczy. – No co?
- Nic.
Jechaliśmy w milczeniu a do mnie zaczęło docierać co właśnie wyprawiam.
- Boże… - co ja najlepszego zrobiłam?!
- Co?
- Właśnie uświadomiłam sobie, że całowałam się z obcym facetem a teraz na dodatek siedzę w jego luksusowym porsche, a on odwozi mnie do domu!
- Dokładnie tak mała. – jego chochlikowaty uśmiech zagościł na jego twarzy równie szybko jak zniknął. – Coś ty najlepszego zrobiła? – powtórzył moje pytanie, a właściwie wywarczał.
- Właśnie nie wiem! – wykrzyknęłam zażalona. Nagle dodał gazu. Drzewa, które jeszcze przed chwilą widziałam w pełnym kontraście, teraz były jedną wielką zieloną plamą. Wiatr tak bardzo napierał na moją twarz, że z trudem odwróciłam się i spojrzałam na licznik – pędziliśmy 250 km/h. Po ok. 10 minutach zahamował z piskiem opon. Szczęki miał zaciśnięte a w oczach złość. Staliśmy już pod moim domem.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że mogłeś nas zabić? – wyszeptałam. Twarz zbyt bardzo mnie bolała, żeby się na niego wydzierać.
- Zdaję. – warkną i zazgrzytał zębami
- Chciałeś żeby to się stało? –mój głos był bardzo spokojny. Aż za spokojny. To nie wróżyło nic dobrego.
- Tak. – wiedziałam ,że to powie. Nie wiem z jakiego powodu, ale to wiedziałam. Nagle po moich policzkach popłynęły łzy.
- Po co ja w ogóle wsiadałam z tobą do tego samochodu. – wyszeptałam i rozpłakałam się na dobre.
Spojrzał na mnie i momentalnie, jego twarz zmieniła się w maskę bez wyrazu. Zaczęłam otwierać drzwi. Spokojnie i powoli ale mimo to zakręciło mi się w głowie. Wysiadłam i zaczęłam iść w kierunku domu. Nagle nie wiadomo skąd pojawił się przede mną Dylan.
- Nie pożegnałaś się. – powiedział, bez jakiegokolwiek tonu i zaczął przybliżać twarz do mojej twarzy. Odsunęłam się natychmiast.
- Wiesz masz rację. – powiedziałam i całą swoją siłą wymierzyłam mu siarczystego policzka. Skrzywił się i popatrzał na mnie z ukosa. Rozpłakałam się ponownie. Dylan popatrzał na mnie ze smutkiem w oczach a potem mocno mnie przytulił. Staliśmy tak nie wiem ile czasu.
- Chyba powinnam już iść. – wyszeptałam.
- Dobrze – wypuścił mnie z objęć i dotknął chłodną dłonią mojego policzka. – Słodkich snów. – odwrócił się i odszedł.
Mój chłopak czekał na mnie w domu.
-Gdzie byłaś?! Włóczysz się gdzieś i nic mi nie mówisz! - Filip chwycił mnie ostro za ramię.
- Nie twoja sprawa gnojku gdzie jestem. Wal się.
Miałam gdzieś to, że go zdradzałam. Gdybym mogła już dawno bym z nim zerwała. Ale wtedy wylądowałabym na chodniku...

JULIA
DYLAN
cdn
  • awatar Gość: @Nereitte: Też nad tym myślałam, ale jestem pewna, że Dylan ma swoje powody do zmienności, o których pewnie niedługo się przekonamy:)
  • awatar The.End.: Zgadzam się z kom. thierry. Nie powinnaś dodawać zdjęć,tylko opisywać. To psuje wrażenie. No i jeszcze trochę się poczepiam. Mam taki nawał informacji w głowie. Może powinnaś trochę przystopować? Ale to jest dobrze napisane,z taką lekkością,widać że się nie zmuszałaś do rozdziału. I zastanawia mnie gdzie umieściłaś akcję,wiem tylko,że w kraju anglojęzycznym(imiona),ale na przykład w USA nie ma gimnazjum,a to tam raczej nastolatkowie jeżdżą samochodami lepszymi od nauczycieli. Ale podobało mi się,czekam na cd i od razu dodaję do ważnych :)
  • awatar Gość: Bardzo mi się podoba, tylko zdjęcie Dylana popsuło mi o nim wszelkie wyobrażenia, heh:) W każdym razie-co najważniejsze-rozdział napisany cudownie:-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›